Archiwum 11 lutego 2019


86 wpis
11 lutego 2019, 20:01

Oj troszkę  nie pisałam....

choć zabierałam sie kilka razy.... no ale cóż pisać.... gdy roboty w pip, gdy ilość obowiązków narasta, gdy trzeba trochę podreperować finanse bo przednówek, a to Rada, a to expertyza, a to biznesplan dla kogoś, oferty, zapytania, papierologia wciąż.... zwyczajny początek roku a jeszcze myślę i tęsknię i zapętlam się coraz bardziej w dwóch równoległych światach. Czasem mam wrażenie że jakaś paranoja mnie łapie, rozdwojenie jażni i kurcze ciała też.  Nie mam siły ani ochoty podnieśc tyłka by porobić klika kilometrów dziennie a najlepszym przyjacielem jest piekarnik i gorzka czekolada z nadzieniem pomaranczowym i pomelo ....anie nine chce mi się go oberać... więc czekam az ktoś się zlituje.  Po paru godzinach w słupkach exelowych nie chce się pisac ani skupiać myśli....lepiej jest je rozproszyć. Może to ta pogoda, deszcz, szaro .... cholera wie. Wpieprzam kiełki, pomidorki, ogórki, papryki i czekolade pomarańczową ... choć przypakowałam 6 kilo, niby warda jestem ale ta czekolada tak mnie woła. A mój chleb, który robię jest taki dobry z masłem. Niech juz się skończy ten czas ... paskudny .... niech już wyjdzie słońce, wtedy dresik, grabie i do roboty, szpadel też , bo przesadzać trzeba moje kwiatulki., malowac altanę i ławki..... wtedy ta cholerna czekolada nie będzie mi straszna. No ale nic......trza przezyć, przetrzymać, zacisnąć zęby a tu się tęsknota pogłębia bo Ułan też zapracowany . Taki czas!!! I jeszcze przezylam najgorszego kaca .... jakiego można było sobie wymysleć...... jawiemże po alkoholu jest u mne żle no ale żeby az tak.... też chyba przez ten czas.....  z helikopterów już wyrosłam ale zjedzny w wielkiej ilości sum , drażił swoimi wąsami mój przełyk powodując gejzery zawartości moich trzewi. Czułam się tak jak moi towarzysze podróży do gdyni, na szczeście w innym przedziale..... rozmowa telefoniczna z babcią  jednego z nich: babcia..? babcia? to ja!! No ,,, wsiedlim do pociągu ... no z Grzechem.... no.... mielim pare flaszek a nie mielim gdzie ich wypić... to jedzim.... gdzie jestesmy? Wrzeszcze.... Babcia jakieś Wrzeszcze.... jedzim do konca i wrócim.... Babcia ja chyba jelita wyrzygałem. No i ja właśnie poczułam jakto jest a byłam rozbawiona gdy tego słuchałam. Teraz mu współczuję bo wiem. Raz w roku trzeba się zczochrać.... choć kobiecie nie przystoi  ale wiele rzeczy nie przystoi a ja je robię bo nie chcę by mając siedemdziesiąt lat będę żałowała czegoś, czego nie zrobiłam a mogłam.  A poza tym poczwórna okazja.... 2 x urodziny, imieniny i nowe mieszkanie..... więc kumulacja skumulowała.  A co robię w chwilach wolnych.... przegladam oferty wakacji i łapie się na tym iż myślę że fajnie by było gdyby........ no ale nie możliwe.... ale marzyć można i gdy oglądam te wszystkie fajne miejsca myslami jestem daleko,  bardzo daleko ... w nibylandii. No ale w końcu cos znajdę i wyruszę w świat w pierwszej nadarzającej sie okazji..tam gdzie będzie ciepełko, widoczki, owocki i świety spokój.

Tęsknię bardzo, bardzo .... bardzo